środa, 23 kwietnia 2014

                                               Bohaterowie :  

                                                                     Diana
 
 

                                                                    Alex


                                                                       Nick  
                         
 

                                                                         Crystal  

 
                                                                       Chuck  


                                                                      Lisa

  
   

Mike   


 Tara  


Meredith   


niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział 1

            Biegłam co tchu , uciekałam przed swoim prześladowcą .Byłam w lesie , wsłuchałam się w instynkt i pędziłam przed siebie . Nie miałam przy sobie latarki ani nawet telefonu, jedyne co oświetlało moją drogę to księżyc. Nie wiedziałam nic o mężczyźnie, który mnie gonił , ale na pewno miał przy sobie broń (karabin, pistolet albo chociaż najzwyklejszy nóż ) . Mój strach wzrastał więc biegłam coraz szybciej . Niespodziewanie  moim oczom ukazała się stara, drewniana  chatka . Nie miałam wyjścia .Walnęłam z całej siły i drzwi się otworzyły , weszłam do środka i szybko je zamknęłam. Schowałam się w najciemniejszym kącie tego pomieszczenia  i czekałam. Nagle moja ręka zahaczyła o coś zimnego. Wzięłam to do ręki i mało co nie dostałam zawału. To był diament. DIAMENT ! Co diament robi w starej opuszczonej chatce ? Nie miałam już do tego w ogóle głowy , byłam zmęczona , chciałam tylko iść spać. 
Włożyłam diament do kieszeni w spodniach i usnęłam. Gdy się obudziłam , spałam na poduszce i w wielkim wygodnym łóżku. Jak tylko otworzyłam oczy garstka ludzi mi się przyglądała.
-Dzień Dobry –powiedziałam , chociaż ogóle ich nie znałam .
-Witaj –odpowiedziała kobieta o jasnych włosach –Księżniczko, czy życzy sobie pani przynieść śniadanie do łóżka czy też zejdzie pani do jadalni ?
-Przepraszam , muszę wyjść na chwilkę –odpowiedziałam i wyszłam na dwór.
Biegnij , biegnij ! –krzyczałam w myślach. Szybko przebiegłam las i znalazłam się w jakimś małym miasteczku. Gdy szłam chodnikiem mijający mnie ludzie kłaniali się .         
- Och, ten świat już kompletnie zwariował –wymamrotałam pod nosem.
Wreszcie znalazłam jakąś małą knajpkę. Na szczęście , bo prawdę mówiąc ,trochę zgłodniałam .
Podeszłam do faceta stojącego za barem.
-Dzień Dobry, chciałabym zamówić jakąś małą drożdżówkę i koktajl bananowy na wynos –powiedziałam.
-Oczywiście, proszę  – odpowiedział i podał mi moje zamówienie.
Już miałam płacić gdy sobie przypomniałam ,że nie mam nic przy sobie , diamentu też już nie było .
-Przepraszam , czy mogłabym zapłacić kiedy indziej ? –zapytałam .
-Oczywiście , dla pani wszystko , księżniczko- odpowiedział .  
Przewróciłam oczami, podziękowałam i wyszłam. Na mojej drodze stanął chłopak mniej więcej moim wieku , jasnowłosy z pięknymi niebieskimi oczami. 
Cholera. Przecież ja go znam . Alex. Mój były. Był coraz bliżej . Właśnie miało się ,,to” stać , gdy niespodziewanie usłyszałam : 
-Diaaana ! Wstawaj –oczywiście to była moja mama.
Jęknęłam z irytacją i przewróciłam się na drugi bok .
- Czemu mnie budzisz tak wcześnie ? –zapytałam z twarzą wciśniętą w poduszkę.     
- Nie pamiętasz? Kazałaś mi żebym cię obudziła .  
- Po co ? - zapytałam  i  usiadłam na łóżku.
-Może to ci przypomni –powiedziała i wyciągnęła zza pleców mały kawałek tortu .-Wszystkiego Najlepszego ! 
To nie miało sensu . Po co mama upiekła tort i czemu złożyła mi właśnie teraz życzenia ? Przecież ja nie mam dzisiaj ……. URODZIN !!! Pacnęłam się ręką w czoło i podziękowałam mamie .Z rana zawsze byłam taka.
 Mama poszła do kuchni zająć się obiadem , a ja usiadłam przy biurku i odpaliłam kompa. Czekając aż się załaduje komputer zajadałam się tortem .Weszłam na pocztę. 3 życzenia . Lepszy rydz niż nic. Ahh…urodziny. Podeszłam do wieży i włączyłam ,,Birthday” Seleny Gomez ,po czym przeszłam tanecznym krokiem do mojej łazienki .Właśnie myłam zęby , kiedy zadzwonił telefon.
-Halo?- zapytałam z pianą w buzi.
-Dziewczyno , gdzie ty jesteś ?! –krzyknął do telefonu dziewczęcy głos .
Wróciłam do łazienki i wyplułam pianę .
-Ciebie też miło słyszeć –rzuciłam rozbawiona .
-Diana , ja nie żartuję dzisiaj są twoje urodziny ,a nic nie jest gotowe. 
-Spokojnie Crys , jest dopiero ósma.-powiedziałam spokojnie . 
-O której jedziemy na zakupy ?-zapytała .
-Będę gotowa za pół godziny –odpowiedziałam.
-Oki , podjadę do Ciebie -zdążyła jeszcze rzucić , zanim się rozłączyła.
Wzięłam kąpiel w ekspresowym tempie i teraz stałam przed szafą okryta w ręcznik .Mój odwieczny problem nagle przestał być problemem. Chwyciłam do ręki jasnoniebieskie spodnie w gwiazdki i top z koronką .Cieszyłam się z tego ,że moje urodziny są w czerwcu. Dzięki temu nie musiałam dusić się w grubych swetrach i bluzach .Spakowałam do dużej miętowej torebki telefon i portfel , bo tak naprawdę tylko one były mi potrzebne. Crystal wraz z ciocią pojawiły się punktualnie o 8:30.Jechałyśmy teraz do centrum handlowego ,,Staar”. Prowadziła ciocia Crystal ,bo my mamy dopiero 16 lat . Razem z moją przyjaciółką chciałyśmy kupić coś ładnego  na moje urodziny ,bo rodzice organizowali mi dzisiaj wieczorem imprezę na dworze. Niestety wiedziałam tylko tyle. Kiedy byłyśmy już  na miejscu ustaliłyśmy , o której i gdzie mamy się spotkać z ciocią Crys.Chodziłyśmy z Crystal po centrum gadając i śmiejąc się.
-Chodź, potrzebuję nowej sukienki-powiedziała Crystal, prowadząc mnie do sklepu o nazwie ,,Trend”.
Przeglądałyśmy wieszaki w poszukiwaniu odpowiednich ubrań na moją imprezę. Gdy wreszcie znalazłam idealną sukienkę weszłam  do przymierzalni sprawdzić jak na mnie leży.
-I jak ?-zapytałam Crystal , która stała tuż za mną uśmiechając się do lustra z zachwytem.
-Jest piękna- odpowiedziała moja przyjaciółka.
Musiałam się z nią zgodzić. Była bardzo piękna. Morska, z przedłużonym tyłem. Dopasowałam do niej różowy pasek i jeansową kurtkę na krótki rękaw.
Crystal wybrała zaś czarną , krótką , błyszczącą od nadmiaru brokatu sukienkę. Nie widziałyśmy potrzeby na zakup czegoś jeszcze w tym sklepie, więc zapłaciłyśmy i wyszłyśmy ze sklepu zadowolone z naszych zakupów. Zatrzymałyśmy się jeszcze w Mc’Donaldzie na duże frytki i małą colę. Po kilku minutach przyszła do nas ciocia Crystal, bo to tutaj miałyśmy się spotkać. Gdy stwierdziłyśmy ,że mamy już dosyć wyszłyśmy z centrum, kierując się do samochodu cioci Crystal. Było bardzo ciepło i słonecznie, dzięki czemu jazda nie była taka nudna. Nim się obejrzałam zaparkowałyśmy pod moim domem. Chwyciłam swoje pakunki i dziękując wyszłam z samochodu. Zbliżał się już wieczór i powoli trwały  przygotowania do imprezy. Na naszym ogrodzie stał ogromny namiot. Rodzice jednak nie chcieli mnie wpuścić do środka, ale za to tata poprosił mnie żebym pojechała po napoje do sklepu. Kazał mi jechać do sklepu prawieże w innym miasteczku. Powiedziałam mu, że wystarczy jeśli się przejdę do sklepiku w pobliżu naszego domu, ale on był nieugięty. Gdy coś sobie zażyczy to tak musi być. Zgodziłam się więc bez żadnych odzywek pojechać tam gdzie mi kazał. Po jakichś 10 minutach zwolniłam, wolałam nie szaleć wieczorem na drodze.
Właśnie przejeżdżałam przez las, gdy samochód sam z siebie zaczął zwalniać. Zdążyłam jeszcze zjechać na pobocze. Wkurzona wyciągnęłam klucze ze stacyjki, wyszłam z samochodu i sprawdziłam bak. Pusty.  
Oparłam się plecami o drzwi samochodu i wyciągnęłam telefon. Oczywiście nie było zasięgu, bo to przecież był las ! 
-Gratulacje, tato- powiedziałam na głos.
Nagle poczułam się jakby ktoś mnie obserwował. Ktoś w środku lasu. Zauważyłam świecące się oczy. Zaczęłam szybko biec w głąb lasu. Usłyszałam za sobą odgłosy łap uderzających o ściółkę. Obejrzałam się za siebie. Nie myliłam się. Goniły mnie wilki. Trzy wilki. Cholera, Diana ! W coś ty się wpakowała? Las powoli się kończył, nie pozostawało mi nic innego jak wybiec na drogę. Wiedziałam, że było to ryzykowne, ale chyba wolałam umrzeć poprzez potrącenie samochodem niż być zjedzona przez wygłodniałe bestie. Właśnie przejeżdżało auto, a ja słyszałam coraz głośniejsze pocharkiwania za sobą. Bez namysłu wybiegłam na ulicę i zamknęłam oczy. Nie czułam jednak samochodu uderzającego o moje ciało, ale jedynie lekkie szarpnięcie za rękę. Uchyliłam powoli powieki, a moim oczom ukazały się dwie postacie. To byli chłopacy, chyba nawet byli w moim wieku. Pierwszy był blondynem o niebieskich oczach, a drugi brunetem o zielonym kolorze oczu. Jedna osoba trzymała mnie mocno za rękę. Spojrzałam tej osobie w twarz. To również był chłopak. Aż mnie wryło w ziemię, gdy go zobaczyłam. Był brunetem o piwnych oczach, niewiele wyższym ode mnie, a przede wszystkim był nieziemsko przystojny. Poczułam na twarzy wypieki i speszona odwróciłam wzrok. Gdy zobaczył moje zakłopotanie, puścił mój nadgarstek i zapytał :
 -Wszystko w porządku ? 
W porządku? Przed chwilą goniły mnie trzy bestie i prawie otarłam się o śmierć, a on mnie pyta czy wszystko w porządku?! Uspokój się Diana. Nie panikuj. W końcu nie skończyłaś jako padlina. Wprawdzie nie wiedziałam kim są ci chłopacy ,ale było widać w ich oczach troskę. 
-Tak, w porządku, dziękuje –odpowiedziałam.
Chłopak, który prawdopodobnie uratował mi życie skinął na swoich kolegów głową, dając im do zrozumienia, że na razie nie będą mu potrzebni.
-Muszę Ci coś powiedzieć-oznajmił, gdy tylko tamci dwaj zniknęli.
-Jeśli już musimy rozmawiać, to lepiej chodźmy do mojego samochodu-zaproponowałam, na co on pokiwał głową. 
Kiedy już znaleźliśmy się w samochodzie, chłopak zaczął mi opowiadać o historii wilków.
-Moment-przerwałam mu – Dlaczego mi o tym wszystkim mówisz?-zapytałam.
-Bo jesteś następczynią rodu złotych wilków – odpowiedział.
-Kim są złote wilki ? –zapytałam zaciekawiona i zmieszana.
-To wilki, które oprócz tego, że są kim są , są też królami lub królowymi, a ich następcy księciami albo księżniczkami – odpowiedział. 
-Czyli, że .....?-zapytałam trochę poirytowana.
-Czyli, że jesteś wilkiem tak samo, jak ja, ale oprócz tego jesteś również księżniczką – wyjaśnił.