Biegłam
co tchu , uciekałam przed swoim prześladowcą .Byłam w lesie , wsłuchałam się w
instynkt i pędziłam przed siebie . Nie miałam przy sobie latarki ani nawet
telefonu, jedyne co oświetlało moją drogę to księżyc. Nie wiedziałam nic o
mężczyźnie, który mnie gonił , ale na pewno miał przy sobie broń (karabin,
pistolet albo chociaż najzwyklejszy nóż ) . Mój strach wzrastał więc biegłam
coraz szybciej . Niespodziewanie moim
oczom ukazała się stara, drewniana
chatka . Nie miałam wyjścia .Walnęłam z całej siły i drzwi się otworzyły
, weszłam do środka i szybko je zamknęłam. Schowałam się w najciemniejszym
kącie tego pomieszczenia i czekałam.
Nagle moja ręka zahaczyła o coś zimnego. Wzięłam to do ręki i mało co nie
dostałam zawału. To był diament. DIAMENT ! Co diament robi w starej opuszczonej
chatce ? Nie miałam już do tego w ogóle głowy , byłam zmęczona , chciałam tylko
iść spać.
Włożyłam
diament do kieszeni w spodniach i usnęłam. Gdy się obudziłam , spałam na
poduszce i w wielkim wygodnym łóżku. Jak tylko otworzyłam oczy garstka ludzi mi
się przyglądała.
-Dzień
Dobry –powiedziałam , chociaż ogóle ich nie znałam .
-Witaj
–odpowiedziała kobieta o jasnych włosach –Księżniczko, czy życzy sobie pani
przynieść śniadanie do łóżka czy też zejdzie pani do jadalni ?
-Przepraszam
, muszę wyjść na chwilkę –odpowiedziałam i wyszłam na dwór.
Biegnij
, biegnij ! –krzyczałam w myślach. Szybko przebiegłam las i znalazłam się w
jakimś małym miasteczku. Gdy szłam chodnikiem mijający mnie ludzie kłaniali się
.
-
Och, ten świat już kompletnie zwariował –wymamrotałam pod nosem.
Wreszcie
znalazłam jakąś małą knajpkę. Na szczęście , bo prawdę mówiąc ,trochę
zgłodniałam .
Podeszłam
do faceta stojącego za barem.
-Dzień
Dobry, chciałabym zamówić jakąś małą drożdżówkę i koktajl bananowy na wynos
–powiedziałam.
-Oczywiście,
proszę – odpowiedział i podał mi moje
zamówienie.
Już
miałam płacić gdy sobie przypomniałam ,że nie mam nic przy sobie , diamentu też
już nie było .
-Przepraszam
, czy mogłabym zapłacić kiedy indziej ? –zapytałam .
-Oczywiście
, dla pani wszystko , księżniczko- odpowiedział .
Przewróciłam
oczami, podziękowałam i wyszłam. Na mojej drodze stanął chłopak mniej więcej
moim wieku , jasnowłosy z pięknymi niebieskimi oczami.
Cholera.
Przecież ja go znam . Alex. Mój były. Był coraz bliżej . Właśnie miało się
,,to” stać , gdy niespodziewanie usłyszałam :
-Diaaana ! Wstawaj
–oczywiście to była moja mama.
Jęknęłam
z irytacją i przewróciłam się na drugi bok .
-
Czemu mnie budzisz tak wcześnie ? –zapytałam z twarzą wciśniętą w poduszkę.
-
Nie pamiętasz? Kazałaś mi żebym cię obudziła .
-
Po co ? - zapytałam i usiadłam na łóżku.
-Może
to ci przypomni –powiedziała i wyciągnęła zza pleców mały kawałek tortu
.-Wszystkiego Najlepszego !
To
nie miało sensu . Po co mama upiekła tort i czemu złożyła mi właśnie teraz
życzenia ? Przecież ja nie mam dzisiaj ……. URODZIN !!! Pacnęłam się ręką w
czoło i podziękowałam mamie .Z rana zawsze byłam taka.
Mama poszła do kuchni zająć się obiadem , a ja
usiadłam przy biurku i odpaliłam kompa. Czekając aż się załaduje komputer
zajadałam się tortem .Weszłam na pocztę. 3 życzenia . Lepszy rydz niż nic.
Ahh…urodziny. Podeszłam do wieży i włączyłam ,,Birthday” Seleny Gomez ,po czym
przeszłam tanecznym krokiem do mojej łazienki .Właśnie myłam zęby , kiedy
zadzwonił telefon.
-Halo?-
zapytałam z pianą w buzi.
-Dziewczyno
, gdzie ty jesteś ?! –krzyknął do telefonu dziewczęcy głos .
Wróciłam
do łazienki i wyplułam pianę .
-Ciebie
też miło słyszeć –rzuciłam rozbawiona .
-Diana
, ja nie żartuję dzisiaj są twoje urodziny ,a nic nie jest gotowe.
-Spokojnie
Crys , jest dopiero ósma.-powiedziałam spokojnie .
-O
której jedziemy na zakupy ?-zapytała .
-Będę
gotowa za pół godziny –odpowiedziałam.
-Oki
, podjadę do Ciebie -zdążyła jeszcze rzucić , zanim się rozłączyła.
Wzięłam
kąpiel w ekspresowym tempie i teraz stałam przed szafą okryta w ręcznik .Mój
odwieczny problem nagle przestał być problemem. Chwyciłam do ręki
jasnoniebieskie spodnie w gwiazdki i top z koronką .Cieszyłam się z tego ,że
moje urodziny są w czerwcu. Dzięki temu nie musiałam dusić się w grubych
swetrach i bluzach .Spakowałam do dużej miętowej torebki telefon i portfel , bo
tak naprawdę tylko one były mi potrzebne. Crystal wraz z ciocią pojawiły się
punktualnie o 8:30.Jechałyśmy teraz do centrum handlowego ,,Staar”. Prowadziła
ciocia Crystal ,bo my mamy dopiero 16 lat . Razem z moją przyjaciółką
chciałyśmy kupić coś ładnego na moje
urodziny ,bo rodzice organizowali mi dzisiaj wieczorem imprezę na dworze. Niestety
wiedziałam tylko tyle. Kiedy byłyśmy już
na miejscu ustaliłyśmy , o której i gdzie mamy się spotkać z ciocią
Crys.Chodziłyśmy z Crystal po centrum gadając i śmiejąc się.
-Chodź,
potrzebuję nowej sukienki-powiedziała Crystal, prowadząc mnie do sklepu o
nazwie ,,Trend”.
Przeglądałyśmy
wieszaki w poszukiwaniu odpowiednich ubrań na moją imprezę. Gdy wreszcie
znalazłam idealną sukienkę weszłam do przymierzalni sprawdzić jak na mnie leży.
-I
jak ?-zapytałam Crystal , która stała tuż za mną uśmiechając się do lustra z
zachwytem.
-Jest
piękna- odpowiedziała moja przyjaciółka.
Musiałam
się z nią zgodzić. Była bardzo piękna. Morska, z przedłużonym tyłem.
Dopasowałam do niej różowy pasek i jeansową kurtkę na krótki rękaw.
Crystal
wybrała zaś czarną , krótką , błyszczącą od nadmiaru brokatu sukienkę. Nie
widziałyśmy potrzeby na zakup czegoś jeszcze w tym sklepie, więc zapłaciłyśmy i
wyszłyśmy ze sklepu zadowolone z naszych zakupów. Zatrzymałyśmy się jeszcze w
Mc’Donaldzie na duże frytki i małą colę. Po kilku minutach przyszła do nas
ciocia Crystal, bo to tutaj miałyśmy się spotkać. Gdy stwierdziłyśmy ,że mamy
już dosyć wyszłyśmy z centrum, kierując się do samochodu cioci Crystal. Było
bardzo ciepło i słonecznie, dzięki czemu jazda nie była taka nudna. Nim się
obejrzałam zaparkowałyśmy pod moim domem. Chwyciłam swoje pakunki i dziękując
wyszłam z samochodu. Zbliżał się już wieczór i powoli trwały przygotowania do imprezy. Na naszym ogrodzie
stał ogromny namiot. Rodzice jednak nie chcieli mnie wpuścić do środka, ale za to
tata poprosił mnie żebym pojechała po napoje do sklepu. Kazał mi jechać do
sklepu prawieże w innym miasteczku. Powiedziałam mu, że wystarczy jeśli się
przejdę do sklepiku w pobliżu naszego domu, ale on był nieugięty. Gdy coś sobie
zażyczy to tak musi być. Zgodziłam się więc bez żadnych odzywek pojechać tam
gdzie mi kazał. Po jakichś 10 minutach zwolniłam, wolałam nie szaleć wieczorem
na drodze.
Właśnie
przejeżdżałam przez las, gdy samochód sam z siebie zaczął zwalniać. Zdążyłam
jeszcze zjechać na pobocze. Wkurzona wyciągnęłam klucze ze stacyjki, wyszłam z
samochodu i sprawdziłam bak. Pusty.
Oparłam
się plecami o drzwi samochodu i wyciągnęłam telefon. Oczywiście nie było
zasięgu, bo to przecież był las !
-Gratulacje,
tato- powiedziałam na głos.
Nagle
poczułam się jakby ktoś mnie obserwował. Ktoś w środku lasu. Zauważyłam
świecące się oczy. Zaczęłam szybko biec w głąb lasu. Usłyszałam za sobą odgłosy
łap uderzających o ściółkę. Obejrzałam się za siebie. Nie myliłam się. Goniły
mnie wilki. Trzy wilki. Cholera, Diana ! W coś ty się wpakowała? Las powoli się
kończył, nie pozostawało mi nic innego jak wybiec na drogę. Wiedziałam, że było
to ryzykowne, ale chyba wolałam umrzeć poprzez potrącenie samochodem niż być
zjedzona przez wygłodniałe bestie. Właśnie przejeżdżało auto, a ja słyszałam
coraz głośniejsze pocharkiwania za sobą. Bez namysłu wybiegłam na ulicę i
zamknęłam oczy. Nie czułam jednak samochodu uderzającego o moje ciało, ale
jedynie lekkie szarpnięcie za rękę. Uchyliłam powoli powieki, a moim oczom
ukazały się dwie postacie. To byli chłopacy, chyba nawet byli w moim wieku.
Pierwszy był blondynem o niebieskich oczach, a drugi brunetem o zielonym
kolorze oczu. Jedna osoba trzymała mnie mocno za rękę. Spojrzałam tej osobie w
twarz. To również był chłopak. Aż mnie wryło w ziemię, gdy go zobaczyłam. Był
brunetem o piwnych oczach, niewiele wyższym ode mnie, a przede wszystkim był
nieziemsko przystojny. Poczułam na twarzy wypieki i speszona odwróciłam wzrok.
Gdy zobaczył moje zakłopotanie, puścił mój nadgarstek i zapytał :
W
porządku? Przed chwilą goniły mnie trzy bestie i prawie otarłam się o śmierć, a
on mnie pyta czy wszystko w porządku?! Uspokój się Diana. Nie panikuj. W końcu
nie skończyłaś jako padlina. Wprawdzie nie wiedziałam kim są ci chłopacy ,ale
było widać w ich oczach troskę.
-Tak,
w porządku, dziękuje –odpowiedziałam.
Chłopak,
który prawdopodobnie uratował mi życie skinął na swoich kolegów głową, dając im
do zrozumienia, że na razie nie będą mu potrzebni.
-Muszę
Ci coś powiedzieć-oznajmił, gdy tylko tamci dwaj zniknęli.
-Jeśli
już musimy rozmawiać, to lepiej chodźmy do mojego samochodu-zaproponowałam, na
co on pokiwał głową.
Kiedy
już znaleźliśmy się w samochodzie, chłopak zaczął mi opowiadać o historii
wilków.
-Moment-przerwałam
mu – Dlaczego mi o tym wszystkim mówisz?-zapytałam.
-Bo
jesteś następczynią rodu złotych wilków – odpowiedział.
-Kim
są złote wilki ? –zapytałam zaciekawiona i zmieszana.
-To
wilki, które oprócz tego, że są kim są , są też królami lub królowymi, a ich
następcy księciami albo księżniczkami – odpowiedział.
-Czyli,
że .....?-zapytałam trochę poirytowana.
-Czyli,
że jesteś wilkiem tak samo, jak ja, ale oprócz tego jesteś również księżniczką
– wyjaśnił.